Czy w trakcie choroby możemy ćwiczyć głos?

Jesień jest czasem, kiedy jesteśmy szczególnie podatni na infekcje. Najczęściej atakują one górne drogi oddechowe.

Co wtedy ze śpiewaniem?

Wbrew temu, co może nam podpowiadać intuicja, czasem dobrze jest przy lekkim przeziębieniu wykonać odpowiednio dobrane ćwiczenia wokalne. Organizm będzie wówczas sam naturalnie dążył na przykład do nienapinania mięśni gardła. Ale pamiętaj – nie rób tego w domu! Takie eksperymenty można wykonywać tylko pod okiem profesjonalisty, który oceni Twoje możliwości i odpowiednio dobierze ćwiczenia.

Jeśli mamy chore gardło w żadnym wypadku nie powinniśmy nadwyrężać głosu. Ani śpiewając, ani mówiąc. Struny głosowe potrzebują czasu na wyleczenie, a leczą się tylko, jak ich nie męczymy.

Jeśli musimy mówić, to cichym, ale pełnym głosem. Unikamy szeptu! Znów wbrew temu, co może podpowiadać intuicja – w czasie szeptu struny pracują ciężej i szybciej się wysuszają.

A tego przecież nie chcemy.

A teraz dobra wiadomość

Możemy robić ćwiczenia oddechowe, ponieważ nie angażują one strun głosowych.

Możesz wykonywać na przykład jedno z naszych ulubionych ćwiczeń rozgrzewkowych – ćwiczyć powolne wydychanie powietrza na „sss”. Głoska „sss” nie jest produkowana przez struny głosowe, tylko powstaje w wyniku zbliżenia języka do podniebienia.

Ćwiczenia oddechowe odpadają jednak, jeśli masz kaszel. Wtedy zostają już tylko ćwiczenia fizyczne – oczywiście niezbyt intensywne.

Jeżeli nie czujesz się na siłach, żeby robić cokolwiek, bez wyrzutów sumienia wypoczywaj w łóżku. Nie musisz się martwić, że Twój głos się uwsteczni. W ciągu kilku dni po chorobie wrócisz do dawnej formy, obiecujemy

Ach, jeszcze jedno. Świeżo po chorobie nie przemęczaj głosu. Zacznij od łagodnych, krótkich ćwiczeń i codziennie zwiększaj dawkę. Cały czas monitoruj jak się czujesz i czy z Twoim głosem już na pewno jest wszystko ok. I znów jak mantrę powtórzymy: nie nadwyrężaj głosu

🎤🎤🎤🎤🎤

Jeśli zdarza Ci się nadwyrężać głos i szukasz ćwiczeń, które są dla niego bezpieczne, zapraszamy na indywidualne konsultacje. Znajdziemy dla Ciebie najefektywniejszy sposób na rozwój wokalny

Dlaczego jeszcze nie grasz?

Kiedy pytamy ludzi, dlaczego nie grają lub nie śpiewają, najczęściej słyszymy jeden z poniższych powodów:

“BO NIE MAM SŁUCHU”

Nasza odpowiedź:

A więc mówisz, że nie masz słuchu. Ale jednak słyszysz różnicę między stwierdzeniem: “Grasz na pianinie” a pytaniem “Grasz na pianinie?”. I potrafisz “na ucho” rozpoznać sarkazm, żart, zainteresowanie. Potrafisz rozpoznać emocje w głosie po samej tylko intonacji. Czym jest więc intonacja w języku, jeśli nie jego melodią?

A tak na marginesie – wiesz, że możesz zagrać nawet najbardziej skomplikowaną melodię na wyłączonym pianinie?

“BO NIE MAM POCZUCIA RYTMU”

Nasza odpowiedź:

Nie grasz i nie tańczysz, bo nie masz poczucia rytmu? Ale chodzisz, prawda? Założymy się, że rytmicznie stawiasz kolejne kroki. I że rytmicznie oddychasz. I że Twoje serce bije w rytmie. Rytm jest podstawową funkcją Twojego ciała. Tylko posłuchaj go. Poczuj. Uwolnij.

“BO NIE MAM UMIEJĘTNOŚCI”

Nasza odpowiedź:

Czy kiedy pierwszy raz usiadłeś za kierownicę, umiałeś jeździć? Czy kiedy pierwszy raz złapałeś za sznurówki, umiałeś je zawiązać? Czy kiedy pierwszy raz chwyciłeś długopis, umiałeś pisać? Nie? To może jednak nie wszystko stracone ;). Może siadając pierwszy raz do pianina nie musisz być pewnym kandydatem na konkurs chopinowski ;).

“BO NIE JESTEM PROFESJONALISTĄ”

Nasza odpowiedź:

Nie grasz i nie śpiewasz, bo nie jesteś profesjonalistą? Ale cóż jest złego w byciu amatorem? Z etymologii słowa amator wynika, że nie jest to ten, który robi coś gorzej, tylko ten, który robi to z zamiłowania. To, że robisz coś, co lubisz, co daje Ci przyjemność i pozwala Ci się zapomnieć, nie może być powodem do wstydu. Wiemy, że dziś każdy uważa się za krytyka muzycznego – i zadziwiająco często są to osoby, które same nie grają i nie śpiewają – ale naszym celem jest wrócić do stanu, gdy muzykowanie nie było czymś, co podlegało ocenie, tylko czymś, co robiło się po to, żeby wyrazić emocje, być bliżej innych, być razem.

Jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwości, chętnie je rozwiejemy :)

Jak to jest z tym „talentem”?

Muzyka to część naszego ciała. Bicie naszego serca to muzyka. Nasz oddech to muzyka. Mruganie powiekami to rytm. Muzyka to nasza pierwotna potrzeba. Jak potrzeba rozwoju czy bezpieczeństwa. Już noworodki muzyka koi do snu, a u niemowląt wywołuje silne emocje – dowodów w zasobach internetowych można znaleźć bez liku. Na przykład tu:

Muzyka to także potężne spoiwo społeczne. Jest z ludźmi zawsze wtedy, gdy czują potrzebę zjednoczenia. W Paryżu, wychodząc ze stadionu po ataku terrorystycznym, kibice spontanicznie śpiewali Marsyliankę. Wcześniej na pewno śpiewali piosenki dopingujące ich drużynę. Sięgamy po muzykę, kiedy dzieje się coś ważnego w naszym lub czyimś życiu. Kiedy ktoś bierze ślub. Kiedy ktoś umiera. Kiedy zbieramy się z rodziną przy świątecznym stole. Muzyka pozwala przetrwać kulturom, którym grozi, że znikną z kart historii – narodom, które nie mają swojego miejsca na ziemi, czy plemionom liczącym zaledwie kilkadziesiąt osób. I przecież nie dlatego, że muzykę odtwarzają sobie z płyt.

Muzyka jest z nami od zawsze i powinna być nasza na zawsze, ale daliśmy sobie wmówić, że nie wszystkim się ona należy. Że należy się tylko tym, którzy mają tak zwany “talent”.

“Talent” jest czymś, czego istnienie lub brak stwierdza się z reguły we wczesnym dzieciństwie. Jeśli wówczas okazuje się, że “talentu” nie ma, czyli na przykład dziecko “nie ma słuchu”, z reguły zaprzestaje się inwestowania w jego rozwój muzyczny. Potrzeba obcowania z muzyką jednak pozostaje, tyle że jakoś nie wypada się do niej przyznawać. No bo wiadomo, że każdy śpiewa w samochodzie. Albo pod prysznicem, a w ogóle suszarka to najgenialniejszy na świecie mikrofon. Biurko (względnie wiaderko, garnek czy plastikowa butelka) z kolei świetnie się sprawdza w roli perkusji. No i któż z nas nie wycinał zwalających z nóg solówek na powietrznej gitarze? A jeśli ktoś da Ci do ręki cymbałki, pianinko z kolorowymi klawiszami, czy różową gitarę basową z żyłką zamiast strun, potrafisz oprzeć się pokusie, żeby wydobyć z nich kilka dźwięków? Jeśli jesteś taki, jak większość z nas, to nie potrafisz. Zagrasz. I jeśli jesteś taki, jak większość z nas, to żadnej z tych rzeczy nie zrobisz publicznie. Bo wstyd. Bo nie umiesz. Bo nie masz talentu. Bo nie masz słuchu. Bo nie masz poczucia rytmu. Bo nie jesteś profesjonalistą.

Tylko że idąc tym tropem, można by dziecku, które właśnie postawiło pierwszą koślawą literkę, powiedzieć, że nie ma talentu do pisania. I że powinno sobie dać z tym spokój. Dlaczego tego nie robimy?

Albo dziecku, które jest mniej sprawne fizycznie, powiedzieć na lekcji wuefu, że jest ofermą i że nie nadaje się do ruchu. Dlaczego… A nie, to akurat robimy. A nie powinniśmy.

To może dziecku, które się zakrztusi wodą, powiedzmy jeszcze, że nie nadaje się do tego, żeby pić? I niech sobie odpuści.

Jeśli jesteś taki, jak my, to przyznasz, że to absurd.

To, co patrząc z zewnątrz nazywamy talentem, bardzo często jest mieszanką pasji, determinacji i ciężkiej pracy. Jedno jest pewne – najpierw trzeba zrobić pierwszy krok :)

Dlaczego stworzyliśmy Muzyczną Garderobę?

Stworzyliśmy Muzyczną Garderobę po to, żeby pokonać sztucznie wytworzone bariery na drodze do muzykowania. Bo do tego, żeby grać lub śpiewać, musi zostać spełniony tylko jeden warunek: trzeba chcieć. A skoro śpiewasz pod prysznicem, grasz na powietrznej gitarze, lub używasz stołu i własnych ud jako perkusji (a tak jest, prawda? :)), to chyba nie dlatego, że nie chcesz?

Stworzyliśmy Muzyczną Garderobę również po to, żeby dawać swoim Podopiecznym narzędzia do samorozwoju – szybko, skutecznie i w atmosferze wsparcia i akceptacji. I żeby pomóc im uczynić z gry na instrumentach lub śpiewu swoją pasję. Ach. I jeszcze jedno. Nie ma sensu uczyć się czegoś, czego i tak nie chcesz i nigdy nie będziesz grać – to tylko zniechęca. Dlatego od razu zaczynamy od Twoich ulubionych utworów.

Muzyczna Garderoba dzieli się ze swoimi Podopiecznymi wiedzą na temat dzisiejszych możliwości technicznych. Dzięki temu pomagamy usuwać przeszkody takie jak hałas (“chciałbym grać na perkusji, ale sąsiedzi mnie zlinczują”), czy cena (“chciałbym grać na pianinie, ale to na pewno bardzo drogi instrument”) – bo każdy z tych problemów da się dość łatwo rozwiązać. Pomagamy też w dokonywaniu świadomych wyborów zakupowych (niekoniecznie różnica w cenie instrumentu musi się przekładać na słyszalną różnicę w jakości) i pomagamy w zakupie instrumentów.

Muzyczna Garderoba daje swoim Podopiecznym nowe spojrzenie na samych siebie. Jeśli ktoś, kto całe życie myślał, że nie ma tak zwanego talentu, po kilku lekcjach potrafi zagrać – lub zaśpiewać – swój ulubiony utwór, to musi przedefiniować swoją wizję siebie i zadać sobie pytanie: Skoro z tym się udało, to może i z czymś innym się uda? Można to nazywać life coachingiem. My nazywamy to odkrywaniem siebie przez odkrywanie swojej pasji. Do Muzycznej Garderoby można przyjść, zdjąć garnitur swoich dawnych przyzwyczajeń i wyobrażeń, i założyć nowy strój – bardziej dopasowany, a jednocześnie wygodniejszy.

Muzyczna Garderoba istnieje także po to, by oddać muzykę społeczeństwu. By spotkania ze znajomymi nie musiały być wyłącznie spotkaniami przy piwie, ale mogły się stać spotkaniami przy instrumentach – twórczymi, rozwijającymi i pełnymi pozytywnej energii. By rodzina zasiadająca do wspólnego stołu mogła razem coś zaśpiewać – kto wie, może nawet na głosy? Byś pakując się na wakacje zabrał ze sobą gitarę i byś mógł usiąść z nią na Schodach Hiszpańskich albo na Piccadilly i zagrać wspólnie z kimś, kogo pierwszy raz widzisz na oczy i kto nie mówi w Twoim języku. Bo muzyka to język uniwersalny :).