Jak to jest z tym „talentem”?

Muzyka to część naszego ciała. Bicie naszego serca to muzyka. Nasz oddech to muzyka. Mruganie powiekami to rytm. Muzyka to nasza pierwotna potrzeba. Jak potrzeba rozwoju czy bezpieczeństwa. Już noworodki muzyka koi do snu, a u niemowląt wywołuje silne emocje – dowodów w zasobach internetowych można znaleźć bez liku. Na przykład tu:

Muzyka to także potężne spoiwo społeczne. Jest z ludźmi zawsze wtedy, gdy czują potrzebę zjednoczenia. W Paryżu, wychodząc ze stadionu po ataku terrorystycznym, kibice spontanicznie śpiewali Marsyliankę. Wcześniej na pewno śpiewali piosenki dopingujące ich drużynę. Sięgamy po muzykę, kiedy dzieje się coś ważnego w naszym lub czyimś życiu. Kiedy ktoś bierze ślub. Kiedy ktoś umiera. Kiedy zbieramy się z rodziną przy świątecznym stole. Muzyka pozwala przetrwać kulturom, którym grozi, że znikną z kart historii – narodom, które nie mają swojego miejsca na ziemi, czy plemionom liczącym zaledwie kilkadziesiąt osób. I przecież nie dlatego, że muzykę odtwarzają sobie z płyt.

Muzyka jest z nami od zawsze i powinna być nasza na zawsze, ale daliśmy sobie wmówić, że nie wszystkim się ona należy. Że należy się tylko tym, którzy mają tak zwany “talent”.

“Talent” jest czymś, czego istnienie lub brak stwierdza się z reguły we wczesnym dzieciństwie. Jeśli wówczas okazuje się, że “talentu” nie ma, czyli na przykład dziecko “nie ma słuchu”, z reguły zaprzestaje się inwestowania w jego rozwój muzyczny. Potrzeba obcowania z muzyką jednak pozostaje, tyle że jakoś nie wypada się do niej przyznawać. No bo wiadomo, że każdy śpiewa w samochodzie. Albo pod prysznicem, a w ogóle suszarka to najgenialniejszy na świecie mikrofon. Biurko (względnie wiaderko, garnek czy plastikowa butelka) z kolei świetnie się sprawdza w roli perkusji. No i któż z nas nie wycinał zwalających z nóg solówek na powietrznej gitarze? A jeśli ktoś da Ci do ręki cymbałki, pianinko z kolorowymi klawiszami, czy różową gitarę basową z żyłką zamiast strun, potrafisz oprzeć się pokusie, żeby wydobyć z nich kilka dźwięków? Jeśli jesteś taki, jak większość z nas, to nie potrafisz. Zagrasz. I jeśli jesteś taki, jak większość z nas, to żadnej z tych rzeczy nie zrobisz publicznie. Bo wstyd. Bo nie umiesz. Bo nie masz talentu. Bo nie masz słuchu. Bo nie masz poczucia rytmu. Bo nie jesteś profesjonalistą.

Tylko że idąc tym tropem, można by dziecku, które właśnie postawiło pierwszą koślawą literkę, powiedzieć, że nie ma talentu do pisania. I że powinno sobie dać z tym spokój. Dlaczego tego nie robimy?

Albo dziecku, które jest mniej sprawne fizycznie, powiedzieć na lekcji wuefu, że jest ofermą i że nie nadaje się do ruchu. Dlaczego… A nie, to akurat robimy. A nie powinniśmy.

To może dziecku, które się zakrztusi wodą, powiedzmy jeszcze, że nie nadaje się do tego, żeby pić? I niech sobie odpuści.

Jeśli jesteś taki, jak my, to przyznasz, że to absurd.

To, co patrząc z zewnątrz nazywamy talentem, bardzo często jest mieszanką pasji, determinacji i ciężkiej pracy. Jedno jest pewne – najpierw trzeba zrobić pierwszy krok :)

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *